Załóż sobie stowarzyszenie! ;-)
Dodano 1 maja 2020 w Aktualności

Załóż sobie stowarzyszenie!

Trwają szerokie dyskusje o tworzeniu organizacji, stowarzyszeń, izb, więc podam Wam gotowy przepis na stworzenie GBSB (Globalnego Związku Specjalistów Beauty) reprezentującego specjalistów z całego świata, a później wytłumaczę Wam, jak on skończy. Jest to artykuł, który opisuje moje przekonania prywatne i został opublikowany na tej stronie wyłącznie ze względu na objętość.

GOTOWY PRZEPIS – NA WESOŁO:

1. Zbierasz 2 koleżanki. Nie musisz ich znać.
Starczy że mają PESEL i numer dowodu.

2. Pobierasz regulamin z internetu.
Nieważne jaki. Byle coś tam było.

3. Do regulaminu/statutu wpisujesz jakieś ważne zaszczytne tytuły, np.:

  • Arcykrólowa Globalnego Związku Beauty
  • Różowa Bogini Stylizacji Paznokci
  • Pełnomocniczka Prezesa ds. Public Relations

Wizerunek: normalnie czad! Wpisujesz w CV! No i do opisu na Insta!

4. Podpisujecie się pod papierem i wysyłacie to do urzędu.
Jest fajnie. Teraz wszystko idzie onlajnowo!

5. Obowiązkowo wypijacie razem Aperola jak instagwiazdy.
W dobie pandemii może być na Zoomie albo Skype.

I to… W gruncie rzeczy wszystko, dojdzie tylko parę równie prostych papierów, jakieś NIPy-sripy, czy coś. WIELKIE GRATULACJE! Nie dość że zostałaś Arcykrólową, to jeszcze Twoje dwie nowe koleżanki których nie widziałaś na oczy są normalnie wniebowzięte i już mają przed oczami te modły wiernych, czy błyski flashy i spotlightów. Lajki się sypią, oznaczają Cię wreszcie w relacjach – czego chcieć więcej? Możesz już teraz bez obaw wysłać maila do The Guardian i Washington Post. Jak Cię oleją, a pewnie tak, śmiało pobierz poradnik medialny #BeautyRazem i bądź bardziej skuteczna. Albo zacznij od gazetki osiedlowej w Słubicach. Też będzie dobrze. Wrzuć foto na Snapa. Nie zapomnij założyć kolejnej, tysięcznej grupy na Fejsie. Jakoś to „bedzie”.

Generalnie mając już to stowarzysznie, nie musisz zupełnie nic robić. I lepiej żebyś nic nie robiła, ale dla niepoznaki coś pierdnęła na Fejsie, to ludzie nie pomyślą że nic nie robisz. Sypnąć się może dopiero wtedy jeśli coś jednak próbujesz robić, co Ci nie wyjdzie. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo wszechświat nie znosi próżni. Natychmiast zmieszają Cię z błotem i powstanie Globalny Antyzwiązek Specjalistów Beauty, zarządzany przez Antyksiężniczkę, Błękitną Szatanicę Lingerystyki i Pełnomocniczkę Prezesa ds. kontaktu z Parlamentem Europejskim i Królestwem Bahrajnu.

Też sobie to wpiszą do CV i też będą robić dokładnie to co Ty, czyli nic.
Świetne, prawda? 🙂

CYKL ŻYCIA STOWARZYSZEŃ BEAUTY – NA SMUTNO

Wybaczcie stowarzyszenia nieaktywne, fikcyjne i umarłe. Wykluczmy z tej listy dogorywające, lub te, które jeszcze cokolwiek robią. Garść szczerego piachu w oczy.

Na sformułowanie „stowarzyszenie”, jestem uczulony alergicznie. Od późnych lat 80-tych, jeszcze jako dzieciak, obserwowałem jak powstawały, a później zażerały się we własnych frustracjach i umierały kolejne stowarzyszenia Beauty.

W uproszczeniu – geneza powstawania większości formalnych stowarzyszeń, jest identyczna jak w skróconym przykładzie „na wesoło”, tylko że jest to smutna, przygnębiająca prawda. Czasem było koleżanek trochę więcej. Czasem nawet do jakichś punktów dochodzono. Ale zawsze kończyło się identycznie, jak mawiał Einstein – szaleństwem jest robić to samo i oczekiwać innych rezultatów.

Jest jakiś impuls (przemiany w prawie, kryzys w branży, wspólny problem – coś Wam to przypomina?). Rozpoczyna się od mianowania się wzajemnie członkiniami zarządu i wielmożnymi prezesami. Powstaje jakieś fajne logo, znajomy grafik zrobi. Wpisywane są szczytne cele w statutach. Następnie, bez względu czy jest kilku członków na krzyż czy kilkudziesięciu, zaczynają oni uparcie twierdzić że reprezentują interesy wszystkich i dla picu organizują raz na jakiś czas towarzyskie spotkania przy kawie nazywane zaszczytnie zebraniami.

Pierwszy czas szajby przychodzi, gdy coś wyjdzie w mediach. Założyciele dostają pierwszego amoku, że napisała w nich lokalna gazeta czy ktoś „zasięgowy” ich wrzucił na Tiktoka i ludzie zaczynają to kupować i co gorsza wierzyć że cały wielmożny „zarząd” działają w ich imieniu. Obraz szajby jest smutny. Taki sam, jak Pana Staszka z Kleczy Górnej, który trafił w totka, podjeżdża Lambo pod Biedronkę i szasta dwustuzłotówkami przy kasie, pokazując że wszyscy dookoła są gorsi od niego.

Drugi czas pierdolca to moment, w którym pojawiają się pieniądze – zaczyna się od składek. Niesłychane jest, jak ludzie mogą się zażynać o 10 zł od członka. Czym więcej składek, tym gorzej. W najlepszym wypadku działaczki zaczynają pracować dla swoich członków zawodowo i nie mając czasu na nic innego, po chwili wylatują z aktywnej pracy w branży. Odlatują od problemów profesjonalistów, dezaktualizuje się ich wiedza, przestają być zdolne by działać na czyjąkolwiek rzecz.

Znacznie gorzej jest, gdy orientują się, że z tego idzie wyciągnąć więcej niż średnią krajową. Słowa-klucze to sympozjum, kongres, konferencja, mistrzostwa, cokolwiek co się sprzeda. Sprzedajesz bilety, przy okazji odpłatnie promujesz producentów kosmetyków czy sprzętu, dla niepoznaki zapraszając jako prelegentów innych ważnych prezesów innych stowarzyszeń którzy jeszcze nie zdążyli odjechać od rzeczywistości, albo przynajmniej uczą się sprawiać takie wrażenie. A jak już zwęszysz interes w jakichś płatnych egzaminach, kawalifikacjach, masz wrażenie że działasz na rzecz prawodawstwa, to już jest totalny odlot.

Tak czy inaczej, z reguły w tych punktach (wariant mniej zły lub wariant bardziej zły) towarzystwa wzajemnej adoracji odlatują psychicznie w kosmos. Po ostatnich wzajemnych wycięciach ambitnych zostaje ktoś jeden to otacza się BMW i zmienia te twory w regularną prywatną działalność biznesową. Mają szansę by przetrwać w tej formie parę sezonów. Sprzedaje bilety na eventy, z których najważniejsze jest after party i kolorowy papierek z drukarki szumnie nazywany certyfikatem uczestnictwa.

W ostatniej fazie odlotu ostatni na placu boju tak nadymają się jakimi to są ważnymi prezesami i tak się zażerają o te zaszczytne tytuły, że jak dotąd zawsze, bez wyjątku, te twory których nie zespajają walki o resztki pieniędzy, umierają i istnieją już tylko na papierze, bo nawet założycielom się przestaje wierzyć w początkowe idee przy takiej skali amoku i walki o tytuły, bądź o kontrolę nad resztkami pieniędzy członów czy stanów kont bankowych. W rejestrach zostają tylko stare, smutne, porzucone wpisy z danymi ludzi, którym się nawet nie chciało swoich danych usunąć, bądź w wirze codziennych obowiązków już zdążyli dawno zapomnieć, jak nawet nazywały się ich organizacje. I jakieś pojedyncze martwe strony czy fanpejdże z ostatnim wpisem sprzed kilku lat.

To jest samospełniające się przepowiednia.
Schemat. Tak było, jest i będzie. To pętla.
A z koła nie da się stworzyć spirali.

Może się mylę i jakimś cudownym trafem w 2020 roku zmieniła się konstrukcja mózgu wszystkich ludzi, która była stała i identyczna od tysięcy lat. Czego nie przewidział nikt, od Lema po Einsteina. Ale jeśli jednak – mimo obserwacji od naprawdę młodych lat – bym się nie mylił, to powiem Wam, że osobiście myślę że nigdy do tego krwiożerczego, smutnego schematu, nie powinniśmy dążyć. Wiadomo że już urodziły się wśród paru osób chore ambicje i myśli, jak tu jakieś poparcie ugrać i założyć formalną organizację. Oczywiście powstaną jakieś smutne stowarzyszenia, które nieświadomie wskoczą w pierwszy punkt schematu, następnie przejdą wszystkie kolejne kroki, a na końcu umrą.

RYNEK STOWARZYSZEŃ DZIŚ – NA CHŁODNO

Powiedzmy to wprost: Na placu boju zostało już tylko kilka środowisk Beauty. Da się policzyć je na palcach jednej ręki. Zostali ostatni którym się cokolwiek chce, a zbudowali cokolwiek więcej niż nic. Mają choćby kolegę prawnika. Wiedzą jak zrobić kawitację. Wiedzą jak prawidłowo włożyć cążki do autoklawu. To naprawdę, znacznie więcej niż nic. Doceńmy resztkę ludzi działających także w organizacjach i na rzecz branży. Czasem im w ciszy coś wyjdzie, czasem coś widowiskowo spierdzielą. Ale chociaż próbują.

Jak zaraza minie, wszystko znów będzie po staremu. Organizacje formalne będą znów rywalizować o jakże ważne cele, jak – przykładowo, z głowy – wizerunkowa wyższość stylistek rzęs nad stylistkami brwi, czy wizażystów nad stylistami ubioru. Rozumiecie, jakie to generalnie zabawne jak spojrzysz na to z boku. 🙂
Tym bardziej zabawne, że naprawdę trudno zrobić z tych stowarzyszeń jakiś miks i założyć długoterminową współpracę, skoro większość gdzieś z tyłu głowy zakłada, że za miesiąc znowu się pokłócą o jakieś wielkie nic i już szykują nóż do wbicia komuś w plecy.

Beauty to rynek rozproszony 130 tys. małych, często jednoosobowych firm oraz ich Pracowników. Dziesiątki profesji. Nie ma jednej linii na płaszczyźnie firma-firma, choć można szukać wspólnego porozumienia na płaszczyźnie człowiek-człowiek.

Ostatnio tocząca się dyskusja, którą można podsumować zdaniami „wy jesteście głupie bo chciałyście zamknięcia” i „a właśnie że wy, bo chciałyście otwarcia” dobitnie pokazała, że gdzie 30.000 osób, tam 30.000 zdań. Mamy z resztą taką narodową przypadłość, że gdzie dwóch Polaków tam 3 partie. Wybaczcie pesymizm, ale myślę że nawet – daj Boże – kilkumiesięczny „koniec świata” który przeżywamy, tej mentalności nie zmieni. Jak pokazał to przykład „na smutno”, nie jest możliwe, a przynajmniej graniczy to z niemożliwością, nie wpaść w ten schemat pętli i opisanego cyklu życia sformalizowanych organizacji, jeżeli ktokolwiek taką założy.

Siłą jest tylko – albo aż – to, że nasze #BeautyRazem nie jest organizacją sformalizowaną, nie mamy składek, tytułów, więc jesteśmy obok tego schematu. Wiemy już jak ten schemat funkcjonuje. Zapamiętajcie ten schemat ku przestrodze. Tymczasem organizacje sformalizowane bynajmniej nie muszą być bardziej skuteczne, chyba że są już w Radzie Dialogu Społecznego – lecz aby w niej móc być, muszą m.in. mieć 300.000 członków.

Jest jednak wyjątek od reguły stowarzyszeń, który przypadkowo zauważyłem. Są to profesjonalne stowarzyszenia dużych firm, czy bardzo bogatych ludzi z top100. Zbiera się 50 przedsiębiorstw, każde warte po 100 mln na giełdzie, które mają ze sobą wspólne cele i wiedzą że konflikt uszczupli ich portfel. Myślą portfelem, a nie emocjami. Dzielą sobie rynek jak pizzę. I zrzucają się po parędziesiąt czy -set tysięcy, kwota nie gra roli. Inicjują sobie z tylnych stołków realnie reprezentujące ich organizacje, z budżetami, kupują usługi profesjonalnych ekonomistów, lobbystów i PR-owców, którzy są zdolni by mówić z rządem argumentami oraz językiem który do rządu ma szansę dotrzeć.

Wbrew stereotypom, wpływanie na prawo w XXI wieku to nie zanoszenie walizki z pieniędzmi jak na filmach, ale profesjonalna i ciężka robota wymagająca analiz skutków prawnych, gotowych rozwiązań, badań rynkowych (załamię się jak kolejny raz usłyszę „po co robisz te ankiety?„).

Dlaczego w takiej formule jest skuteczna? Bo znaczna część polityków ma jakieś szczątkowe resztki inteligencji żeby doskonale wiedzieć, że są głupi jak but u lewej nogi. Serio. 🙂 Czy wiecie że to jedyny zawód który nie wymaga żadnych kwalifikacji? W wizażu wypada mieć chociaż jakiś kurs czy certyfikat. A w Sejmie tylko wystarczy ładnie składać łapki i się szeroko uśmiechać. Nawet krawaty musimy im sami dobierać i czesać tych równiejszych w „podziemiu” – nawet tego sami nie potrafią.

Więc ci nieucy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że bez wiedzy doradców nie tylko państwo się zawali, ale też ich popularność, słupki, a na końcu załamią się im kariery. Smutna prawda. Skuteczni lobbyści muszą posiadać oprócz wiedzy coś najważniejszego – rozbudowane relacje w strukturach aktualnych władz i organizacji o podobnych celach, bądź mieć zdolności by je błyskawicznie w swoim otoczeniu zbudować.

To jest dokładnie jak w kosmetyce.
Warunkiem koniecznym do sukcesu jest biegłość w zabiegu.
Ale warunkiem wystarczającym jest dopiero umiejętność zbudowania i utrzymywania pozytywnych relacji z odpowiednio dużą liczbą Klientek.

JAK ZMIENI SIĘ ŻYCIE PIERWSZYCH ZAŁOŻYCIELI – REALISTYCZNIE

Planujesz jednak działać – formalnie wchodząc w schemat lub nieformalnie działając społecznie obok tego schematu, na szerszą skalę którą uda Ci się osiągnąć? Są dwa pozytywy. Najważniejszy to to, że masz szansę poznać naprawdę wartościowych ludzi, którzy staną się Twoimi przyjaciółmi, a bardzo wielu ludzi zdążysz autentycznie polubić, z resztą często będziesz słyszeć od nich coś miłego. Mniej ważnym jest to, że schudniesz w ciągu miesiąca z 10 kilo. Choć to żaden sukces, bo wiedz że z wszystkich badań wynika że ideałem atrakcyjności jest naturalność – leżąca gdzieś pośrodku pomiędzy zaniedbaniem a plastikiem.

Negatywów jest niestety nieco więcej i musisz o nich wiedzieć. Bo czym skala jakiegoś problemu jest większa, tym większa jest szansa, że wpadniesz w model destruktywny.

Czas przestanie istnieć, dosłownie. Do łóżka o północy, przytulić się do drugiej połówki i wstać rześko o ósmej? Zapomnij. Nie wiesz o której zadzwoni ktoś ważny w jakiejś ważnej sprawie. Albo ktoś komu się wydaje że jest najważniejszy i chce Cię spytać gdzie kupić maseczki. Przejdziesz w najlepszym wypadku na model dwudobowy. Co trzecia noc zarwana, rozpoczniesz od 7 kaw, choćbyś wcześniej nie paliła – 3 paczek papierosów lub innych energetyków i już przywykniesz, że będziesz się co chwilę ze stresu dusić. Spać w łóżku? Zapomnij. W najlepszym wypadku przez kilka godzin na kanapie przy szumiącym telewizorze, bo cisza spowoduje w Twojej taki chaos, że nie będziesz mogła zasnąć. Śniadanie, obiad, kolacja? Co to jest? Jak masz gorący okres, na śniadanie to sobie zasłużysz ale po 36 godzinach roboty i jednej nieprzespanej nocy, w najlepszym wypadku w jakimś fast foodzie. Do tego czasu kawa wystarcza.

Przestanie istnieć Twoje życie rodzinne. Masz męża, dzieci? Super. Zrozumiesz natychmiast skąd biorą się 7-me małżeństwa pudelkowców. Gdy dzieci spytają Cię kiedy będziesz w domu, odpowiesz jak codziennie że wtedy gdy będą spać. Wtedy wyjaśnią, że nie chcą Ci przeszkadzać bo wiedzą jak bardzo jesteś zajęta, ale chciały Mamę zobaczyć chociaż na ekranie i pytały tylko o czas emisji. Mimo to, trzy sekundy później, parę osób Ci przypierdzieli z grubej rury, że robisz coś dla innych dla lansu – a standardowo najmocniej ci, którzy nigdy niczego dla innych nie zrobili.

Generalnie najgorzej gdy osiągniesz jakieś sukcesy, bo jesteśmy jedynym krajem na świecie, w którym nic nie boli tak bardzo jak sukces sąsiada. To jeszcze gorsze niż czas, w którym ponosisz jakieś porażki. Choć i jedno i drugie jest świetną okazją żeby dostać nóż w plecy. Nieważne czy swoją pracą dasz ludziom 10 milionów. Ci, którzy przez cały okres kwarantanny nie zrobili ani jednej konstruktywnej rzeczy, a są wściekli że skończył się ostatni sezon serialu na Netlixie. Ci, którzy są najbardziej sfrustrowani i sobie z tym najsłabiej radzą. Zrobią jedno. Obwinią Cię o wszystko. Nawet jak kometa p…lnie w Atlantyk, było to Twoim zasr..ym obowiązkiem żeby do tego nie dopuścić. Zaczniesz się sama wahać, czy aby nie mają racji i miałaś jakąś moc, żeby uderzyć do NASA i to zatrzymać.

Staniesz się ekspertką od wszystkiego, próbując choć trochę obronić się przed tym, szukając ludzi którzy są w swoich dziedzinach znacznie mądrzejsi od Ciebie. Udzielić 5000 porad prawnych? Przecież masz to w małym palcu. Napisać ustawę? Nie ma sprawy. Udzielić wywiadu na który nikogo nie znajdziesz? Spoko. Nauczyć się lajwów i zrobić transmisję? Przecież znajdziesz poradnik. Ogarnąć sociale? Luz. Zmoderować 500 postów i na każdy coś odpisać? Ujdzie. Opracować jakąś dokumentację? Lajt. Zaplanować i wdrożyć strony? Super. Puścić mailing? Minuta. Negocjować z kimś istotnym kto ma wpływ na rzeczywistość? Tak. Zbudować szybko relacje na płaszczyźnie rządowej i lobbyingowej? Przecież to proste. Spytać o coś ekspertów lub znaleźć współpracowników? Żaden problem. Skorygować jakieś wytyczne? No jasne. Przecież masz na wszystko czas i wszystko umiesz.

Wpadniesz po raz pierwszy od początku epidemii do rodziny? Nie będziesz mogła spokojnie zdjąć maseczki, wyciszyć się, pomówić o niczym i zjeść ciastka. Bo akurat dokładnie wtedy będzie musiała wybuchnąć jakaś gównoburza bo pani Kasia z panią Basią się pokłócą o wzory na pazurach, telefony się rozdzwonią, powiadomienia nie przestaną brzęczeć i będziesz czuła zbyt silną potrzebę by gasić jakiś pożar, nawet poświęcając resztki relacji rodzinnych. Przestanie istnieć także Twoje życie biznesowe i będziesz tonąć bardziej niż inni. Nie będzie na nie czasu. W krótkim czasie będzie próbowało się do Ciebie dobić więcej osób niż jesteś w stanie ogarnąć w ciągu 24 godzin. Będziesz próbować sprostać niemożliwemu i podjąć 1000 choć krótkich interakcji dziennie.

Będziesz odbierać setki wiadomości, dziesiątki telefonów. Urządzenia które na codzień ułatwiają nam komunikację, zostaną sparaliżowane. Jak już dostaniesz wiadomość od osoby z którą chcesz nawiązać dłuższy dwustronny kontakt a nie tylko/aż jej pomóc, zdążysz zapomnieć jak się nazywała, bo zagrzebią ją dziesiątki innych. Będziesz bać się otworzyć folderu „inne”. Choć będziesz czuć że musisz więc będziesz często tam zaglądać. Nie wiesz na co tam trafisz. Czasem trafi się jakaś mocniejsza pogróżka po której nie będziesz mogła się otrząsnąć. Czasem napisze ktoś z jakiegoś senatu czy z mediów, komu będziesz musiała odpowiedzieć. Czasem tysięczny rozhisteryzowany MLM-owiec z pretensjami że przecież mu się należy puścić post z jego reklamą bo mamy konstytucyjną wolność słowa i jesteś przestępcą że ją mu ograniczyłaś. Te pojedyncze wiadomości będą zagrzebane w morzu fantastycznych, nieznanych Ci wcześniej ludzi, którzy dodadzą Ci swoim indywidualnym wyrazem docenienia tyle energii, że po każdej takiej wiadomości będziesz w stanie funkcjonować kolejne 15 minut bez jedzenia. Poczujesz że jednak ludzie na Ciebie liczą i nie powinnaś ich zawieść. Ta potrzeba stanie się dla Ciebie tak silna, że położysz się na kanapie i wstaniesz rano wypruta z emocji, z przerażeniem orientując się, że kolejny dzień jest identyczny jak poprzedni, a Twoje życie wygląda jak gorsza wersja scenariusza „Dnia Świstaka”, ale pióra Kinga czy Hitchcocka. I zatoczysz błędny krąg.

Chętni na taki hardcore?
Widzę las rąk. 🙂

CO CZEKA BRANŻĘ NIEBAWEM, JEŚLI BĘDZIEMY BIERNI?

Część z Was pamięta, jak w trakcie pierwszych live’ów mówiłem Wam, że czy tego chcemy czy nie, będą się dziać cuda. Że poziom szaleństwa wzrośnie tak, że nie będziemy siebie samych poznawać. Cuda które obserwujemy dziś, to dopiero przedsmak.

Niektórzy zauważyli ewolucję rządowego przekazu. Media na początku pakowały w nas strach. Najpierw szło to przez TV, później przez celebrytów i znajomych z Fejsa. Ludzie zamarli, siedzieli w domach, przestawali chodzić do pracy. Gospodarka implodowała, dodrukowano pieniądze bez pokrycia, bo wcześniej te z budżetu przepieprzano na socjale. Teraz media, zwróćcie uwagę, oswajają nas powoli z myślą, że wirus będzie z nami długie miesiące, lata, lub już na zawsze. Świat nigdy nie będzie taki sam. A z drugiej strony, przecież ludzie muszą w nowej rzeczywistości pracować.

Tak. Wkrótce dopierdzielą nam takie wymogi sanitarne, że się nie pozbieramy. Można je tylko próbować ścinać (co z resztą robimy), bo jak nie będą do spełnienia, nikt nie będzie ich stosować. Ale organizacje i eksperci zaczęli się prześcigać udowadniając że w skafandrze kosmicznym będzie bezpieczniej. Widać to gołym okiem, bo część propozycji wyciekła, a sprzedawcy już wciskają naiwnym za kasę swoje autorskie wymogi, które za tydzień-dwa trafią do kosza.

I, oczywiście, wkrótce otworzą branżę, przecież chcemy pracować. Zrobią to wtedy, gdy z wewnętrznych, niepublikowanych słupków (które mają z realiami tyle wspólnego co sondaże wyborcze wewnętrzne z tymi „dla wyborców”) wyjdzie ministerstwu, że kupiliśmy na tyle czasu, że mamy łóżka dla chorych, a mimo tysięcy zakażonych, da się ich przyjąć do szpitala. To będzie logiczne: mimo że mamy dziesiątki tysięcy zakażonych, to sytuacja jest pod kontrolą, gospodarka jest odmrożona, podatki wpływają więc jest za co ludzi leczyć, a ilość łóżek jest pod kontrolą.

Wśród klientek na początku będzie szał. „Pani, mam odrosty”. 58% Klientek oczekuje już otwarcia, a tak przynajmniej dziś podało RMF, które już nas 10 razy otwierało. Szał potrwa może miesiąc. Z drugiej strony ludzie będą wiedzieli że trwa epidemia, więc gdy odrosty znikną, ograniczą wizyty do tego stopnia, że będziemy obsługiwać może połowę dawnej liczby Klientek. To będzie masakra, na którą będziemy mieć ograniczony wpływ. A zerowy, gdy będziemy się między sobą zażerać.

Drugim mocnym ciosem będzie case Japonii, podobny do case Korei Południowej. W Korei zakażony ksiądz udzielił komunii z setce osób. Domyślcie się, jak to wpłynęło na liczbę wiernych. W Japonii, miało stać się to w salonie. Domyślcie się, po ilu minutach to będą grzały Super Expressy i ile klientek na jak długo Ci odpadnie. Nie masz na to żadnego wpływu. Wystarczy że na 30 tys. osób jedna zrobi to nieświadomie. Impact będzie na 29.999 pozostałych. Pytanie o to czy to się stanie, jest niewłaściwie zadane. Powinno raczej brzmieć „kiedy to się stanie”.

Już nie wspomnę o badaniach rynkowych klientów. To jest dopiero miazga.
Pozwolę sobie nie przytoczyć, abyś z podniesioną głową mogła się dalej realizować, nie myśląc o zmianie profesji.

MODEL ALTERNATYWNY – LEPSZA WERSJA RZECZYWISTOŚCI

Mamy przy tych wszystkich negatywach możliwość wyciągnięcia wniosków z sytuacji, możemy przewartościować model postępowania. W gruncie rzeczy, sprowadza się to do likwidacji ze słownika słowa „konkurencja” i zastąpienia go zwrotem „potencjalny partner” – a najłatwiejsze, intuicyjne, będzie to na tych płaszczyznach, które się nie pokrywają. Gołym okiem widać że są dwie takie płaszczyzny: wachlarz usług i adres, ale są też inne: nawyk wsparcia, nawyk nieoceniania, nawyk obdarzania ludzi sympatią, nawyk dostrzegania dobra nawet w ludziach za którymi wcześniej nie przepadaliśmy i nawyk odwzajemnienia tego dobra.

Podbijając to synergią 30.000 osób, możemy razem sprawić, że Klientów docelowo będzie więcej niż połowa.
Czyli nie będziemy tonąć, jak wtedy, gdy niczego nie zrobimy.

Jest na to gotowy model działania, który niedługo Wam przedstawię. Bezpłatnie, zgodnie z moją pierwszą i zawsze aktualną deklaracją. Grupa będzie musiała prawdopodobnie stać się w nieoczekiwanym momencie zamknięta. Co jak co, widzicie że potrafimy osiągnąć „masę krytyczną” która ma wpływ na rzeczywistość, co podkreślają wszyscy nasi krytycy – i ją ponownie osiągniemy, podobnie jak w dniu, gdy powstaliśmy. Wariant pozytywny liczby członków wynosił 500 osób. Tak dla Waszej wiedzy. Widzicie dziś ile nas jest.

Po pchnięciu wszystkich kwestii prawnych na własne tory, niebawem będziemy kierować cały strumień naszej energii na pozytywy – co stanie się priorytetem. Czyli każda i każdy z nas będzie mógł sprawić że świat będzie choć odrobinę lepszy niż go zastaliśmy. Każda i każdy będzie mógł włożyć swoją cegiełkę w budowanie nowych fundamentów. Zaskakujące będzie to, że w centrum tego konceptu, głównym i jedynym podmiotem, jesteś TY, a nie tylko my, jako branża, zbiorowość.

To jest to, co stanie się naszym głównym wspólnym celem i kierunkiem działania. Praca w kierunku wsparcia i korzyści z synergii. W efekcie będziemy razem działać dla wszystkich, i każda i każdy z nas nie dość że wróci do pracy, to skutecznie przekona Klientów, że warto ponownie korzystać z naszych usług, abyśmy nie mieli tak ciężko, jak w wariancie negatywnym, gdy nie zrobimy niczego. Niestety nie będą w tym uczestniczyć wszyscy, tylko dlatego że im się należy. Ich, z własnej woli lub niewiedzy, prawdopodobnie spotka wariant negatywny. Klienci niekiedy czytają co piszesz. Zastanów się, czy spośród dwóch świetnych kosmetyczek wybiorą tą, która zaraża ludzi pozytywem, czy nienawiścią?

Rozbiłem na czynniki pierwsze i przeanalizowałem – spisując w prostych punktach – dlaczego się udało, jakie wystąpiły problemy i co zrobić by uczyć się na błędach i ich uniknąć. Co zrobić by nie kosztowało to ani tak wiele czasu ani zaangażowania ani nadwyrężenia relacji rodzinnych. Koncept nie jest zamkniętym, schematycznym kręgiem, w który wpadają formalne stowarzyszenia. Ale jest spiralą, która się rozszerza, nie obciąża, nie powoduje konfliktów i inicjuje dobrowolne wsparcie i współpracę.

Powiem Wam, że mam ciarki. To będzie coś zaskakującego, co pozytywnie zmieni w ogóle nasze życie. Pozwoli nam z podniesioną głową wrócić do pracy, bez obaw o to, co w nowej rzeczywistości przyniesie jutro.

Do zainicjowania wspólnego, ściśle związanego z Beauty Razem projektu, zapraszamy ciepło 200 pierwszych osób, które staną się pierwszymi iskierkami, a potem będą wspierać i będą wspierane przez innych. Zapraszamy do zgłoszenia mailowo na skrzynkę: beautyrazem@gmail.com
Uwaga: to NIE JEST projekt żadnej organizacji formalnej, bo takowej nie będzie.

Wiemy, że chętnych będzie wielokrotnie więcej, więc musimy pierwsze osoby wybrać. Rozwiewając obawy – także kolejni zawsze będą mile widziani. Jeśli natomiast post doczytałaś aż do tego momentu, wiem, że sprawdzisz się w tym wyśmienicie.

Jako że wszystkie inne kanały komunikacji mam już zapchane (proszę, unikaj Messengera i telefonu). Jako że na public zawsze jest krytyka, a na privach w 99% zawsze konkret i życzliwość, zapraszam Cię do zgłoszenia mailowego: beautyrazem@gmail.comWarto.

Tradycyjnie: serducho kochane dziewczyny i mili Panowie.

Przetrwamy to wszystko i wyjdziemy z tego silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej.

Michał Łenczyński
#BeautyRazem